niedziela, 31 marca 2013


na moją desperacką propozycję odpowiedział: kiedy tylko zechcesz, spotkaliśmy się w irlandzkim pubie nad guinessem, po czym wszystko potoczyło się jak lawina, zagarniając nas ku sobie, ku sobie, w upatrzone od dawna ramiona. od półtora miesiąca w moim maleńkim mieszkaniu toczy się wspólne życie w trójkę, ze smażeniem jabłek z cynamonem, wycieraniem łap psu po spacerze, wieszaniem prania i partiami gier planszowych. bezpieczny mikroświat stworzony z tym wielkim, łagodnym mężczyzną w ciągu kilku tygodnia gdyby czułość i zaufanie mogły promieniować, moje okna świeciłyby na całą ulicę, blask przeciskałby się szparą pod drzwiami, wylewał z plecaka mojego syna, jego ślady obnosiłabym rano po zaspanym mieście na ubraniach, włosach.